poniedziałek, 15 grudnia 2008

Christmas Cake


Czuję się jakbym nie pisała całe wieki...właściwie tak było. Najpierw awaria komputera, i ponad 2 tygodniowa naprawa, potem katary, kaszle i bóle gardełka mojej córci a na końcu czysty brak czasu, przygotowania do świat. Na szczęście pomimo mojej pozornej nieobecności, skrupulatnie wzbogacałam moja wiedzę o kolejne wspaniałe( lub czasem mniej wspaniałe) przepisy. Piekłam, gotowałam i nastrajałam się do świat, a te już tuż tuż :)
Na szczęście dzieki Małgosi z Pieprz czy wanilia, która swoim komentarzem zmobilizowała mnie i oto jestem:) od dziś postaram się nadrobić zaległości z ostatnich tygodnii.

Za oknem mamy już prawdziwą zimę. Nie myślę tu naturalnie o białym puchu, pokrywającym dachy i parapety naszych okien, ale o nastroju, który chyba już w każdym domu przypomina, że świeta nadchodzą.
Czasem, kiedy przypominam sobie moje własne dzieciństwo przed moimi oczyma stają obrazy zaśnieżonych dróg, drzew uginających sie pod ciężarem śniegu, który tak wspaniale pruszył w zimowe wieczory. W oknie adwentowe lampki, na kredensie metalowa puszka z pierniczkami, które mama upiekła trzy tygodnie temu, a które dla nas, dzieci były skarbem jedynym w swoim rodziaju. Takie zimy, nie raz i nie dwa były przyczyną wielu wolnych dni, kiedy to zawieje śnieżne uniemożliwiały nam chodzenie do szkoły....chciałabym, żeby i moja Zosieńka mogła przezyć coś takiego, żeby tej zimy mogła poczuć pod stopami prawdziwy, miękki i śnieżnobiały puch...oby takie właśnie były tegoroczne święta.

Dzisiaj zamieszczam przepis na Brytyjskie ciasto świąteczne. Zrobiłam je juz ponad 3 tygodnie temu, ale z powodów wyżej wymienionych nie wkleiłam. Jestem bardzo ciekawa smaku tego, czym troskliwie opiekuje się od prawie miesiąca. Mam nadzieje, że efekt będzie...hmm...pyszny:)

przepis zaczerpnity z forum ptasi, która tez cytuję:

Składniki (na foremkę 23-24 cm):

  • 700 g sułtanek
  • 225 g rodzynek
  • 110 g koryntek
  • 110 g kandyzowanych wiśni
  • 110 g kandyzowanych skórek cytrusowych
  • 120 ml brandy/rumu
  • 225 g miękkiego masła
  • 195 g brązowego cukru
  • 1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
  • 1 łyżeczka otartej skórki cytrynowej
  • 4 duże jajka
  • 2 łyżki marmolady
  • 1 lyżeczka esencji migdałowej
  • 350 g mąki
  • 1 łyżeczka przypraw korzennych
  • 1/4 łyżeczki cynamonu,
  • jw. gałki muszkatołowej,
  • szczypta soli

Wszystkie bakalie umieścić w misce, zalać brandy, przykryć i zostawić do nasączenia na noc. Następnego dnia utrzeć cukier z miękkim masłem (najlepiej mikserem, bo ręcznie może potem być trudno), dodać starte skórki, przy cały czas chodzącym mikserze dodawać po jednym jaja, następnie marmoladę, następnie na przemian mąkę zmieszaną z przyprawami i solą oraz namoczone bakalie. Na koniec dodać esencję migdałową. Całość wymieszać, przełożyć do przygotowanej foremki. W Goddess Nigella radzi tylko podwójnie, z "górką" (papierem wystającym ponad brzegi), wyłożyć tortownicę papierem do pieczenia i ew. papierem pakowym, w Feast radzi jeszcze owinąć papierem formę z zewnątrz, i dwa razy tak zrobiłam. W tym roku wyłożyłam tylko wewnątrz dwoma warstwami i było ok, więc warstwa zewnętrzna nie jest konieczna. Ciasto pieczemy 3-3,5 h w 150 st. (stąd zabezpieczenia - by się nie spaliło); po 3 h można sprawdzić patyczkiem, czy jest wypieczone w środku. Po upieczeniu od razu ciasto zlewamy po wierzchu paroma dodatkowymi łyżkami brandy/innego alkoholu i natychmiast owijamy folią aluminiową (para ma zapewnić miękkość)

Gdy ciasto całkowicie ostygnie, zawijamy je ponownie w papier/folię i umieszczamy np. w szczelnym pojemniku na czas leżakowania. Można co jakiś czas podlać alkoholem.

4 komentarze:

Małgosia.dz 16 grudnia 2008 09:04  

No nareszcie Olu! :) Mam nadzieję, że wszystkie choroby świata już za Wami i teraz już tylko będziecie cieszyć się zbliżającymi świętami. :)
Ciasto wygląda z ta ilością bakalii obłędnie. Ciekawe jak w środku. A czy ja dobrze zrozumiałam, że ono ciągle stoi niezjedzone? To z ciasto z tych "dojrzewających"?

Ola 16 grudnia 2008 13:50  

Tak Małgosiu, dokładnie tak jak piszesz-dojrzewajace. Ostatnio fascynuja mnie takie ciasta. Moj piernik juz od 3 tygodni czeka na to, zeby go spalaszowac:) ciasto na pierniczki tez stoi juz w lodowce, ale Christmas Cake to weteran w dojrzewaniu:) przed chwila uchylilam wieczko puszki, w ktorej go trzymam, zapach wrecz obledny:)
na Twoim blogu tez mnóstwo pysznosci. Codziennie z niecierpliwoscia oczekuje co tez nowe nam zaserwujesz:)
pozdrawiam!

Konsti 29 grudnia 2008 14:25  

Niesamowity ten przepis! chyba się skuszę i wypróbuję go na koniec karnawału, nie bedzie christmas, ale co tam:) Gratuluję bloga i pozdrawiam serdecznie.

Ola 29 grudnia 2008 23:29  

Dziekuje bardzo Konsti:)
Polecam goraco! ciasto jest niesamowite. Jesli zrobisz teraz, to napewno zdazysz je zjesc w czasie karnawalu:) dobrze jest kiedy dojrzewa dlugo, ale jest tez pyszne (podobno) nawet jesli troche krocej polezy. Daj znac jak wyszlo:)
pozdrawiam serdecznie!

Wszelkie prawa zastrzeżone!
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody zabronione. Zdjęcia i teksty są mojego autorstwa i nie zgadzam sie na ich kopiowanie oraz rozpowszechnianie bez mojej zgody (patrz : Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych)